poniedziałek, 4 lipca 2016

Zostańmy przyjaciółmi cz.5

Witam. Przepraszam za moją długą nieobecność :) zapraszam do czytania :)


-Hana! Zaczekaj! - przybiegł do mnie James
- Co ty tu robisz? - Zapytałam zdziwiona. Miałam dzień bez dyżuru, więc udałam się do centrum handlowego. 
- Wziąłem dzisiaj dzień wolny w pracy. Może po zakupach pójdziemy coś zjeść. 
- Jasne, czemu nie? 

James w przeciwieństwie do Piotrka nienawidził zakupów, ale tamtego dnia zgadzał się na odwiedziny każdego po kolei sklepu. Kiedy już kupiłam tyle, ile potrzebowałam ( no może troszkę więcej niż potrzebowałam ) , poszliśmy do kawiarni. Zamówiłam kawę i spory deser lodowy. James zamówił to samo. Przeprosił mnie i odszedł na chwilę od stolika. Niedługo potem przyszedł prawie równo z kelnerem, który podał  nam zamówienie i odszedł. Wzięłam porcję bitej śmietany. James uważnie mi się przyglądał 

-Coś się stało?- zapytałam 
- Nie- zamienił nasze desery miejscami- ten jest twój 
- Ale one są takie same
- Nie są, zaufaj mi

Wzięłam porcję śmietany z drugiego deseru. Poczułam coś w buzi. Coś okrągłego. Tak był to pierścionek zaręczynowy. Powiem wam, że prawie się nim udusiłam, niestety James tego nie przemyślał. Ale zgodziłam się. Zostanę jego żoną. 

Następnego dnia wieczorem mieliśmy spotkanie. Podsumowanie jednej ze szpitalnych akcji. Pojawił się na nim prawie cały personel. James niestety nie mógł ze mną przyjść, miał jakiś ważny reportaż. Siedziałam sama na jednym z krzeseł. Podszedł do mnie Piotr z Julią. 
-Julia pozwolisz, że zatanczę z Haną?-zapytał o to szeptem, ale i tak usłyszałam. Julia tylko kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Tanczyłam z Piotrkiem. Leciała jakaś wolna piosenka. Objął mnie.

- Jak się bawisz?
- Masakra. Najchętniej wróciłabym do domu. Jakby James był...
- James i James, ale go nie ma-przerwał mi Piotrek 
- Co to ma znaczyć? - nagle stanął obok nas mój ukochany- Czemu ty przytulasz moją...
- dziewczynę- Dokonczyłam szybko zdanie i usmiechnęłam się do Jamesa. Piotrek dziwnie na mnie spojrzał. 
- A to jest moja narzeczona-Julia. Poznajcie się- powiedział mój przyjaciel, gdy ta pojawiła się obok

- Uwaga znaleziono pierścionek. Wszystkie panie proszę o sprawdzenie swoich palców. Jeśli czegoś na nim brakuje proszę zgłosić się do mnie - powiedział jeden z właścicieli lokalu, kiedy skończyła się piosenka. 
- Kochanie, ja polecę do łazienki - powiedział do mnie James.
-Idę po coś do picia. Coś wam przynieść? - zapytała Julia
- Ja poproszę Mojito, a tobie Hana?
- Nie, dziękuję. Kieruję. 
- No tak. 

-Przypominam o znalezionym pierścionku - znowu odezwał się mężczyzna.Spojrzałam na swój palec. No tak. Mój pierścionek był trochę za duży i spadł. Przeprosiłam Piotra i podeszłam do mężczyzny.
- Przepraszam, to chyba mój 
- Tak, tak. Opisz, jak wygląda.
- My jesteśmy na "ty"? 
- A no tak przepraszam. Hubert jestem.
- To świetnie. Srebrny z małą perełką na środku i dwoma kryształkami
- Zgadza się. A co za niego będę miał? 
- Nie rozumiem
- Dasz mi swój numer? 
- Okey. - zgodziłam się, bo nawet miło  mi się rozmawiało. Hubert był przezabawny. Podałam mu swój numer telefonu
- A umówimy się na kawę ? - zapytał. Usmiechnęłam się
- To pierścionek zaręczynowy
- Aha. No tak. Jak mogłem pomyśleć, że taka piękna kobieta jest sama. Podał mi pierścionek
- Hana, stało się coś? - stanął koło mnie Piotr. 
-Długo tu stoisz? 
- Odpowiesz mi? 
- Nie, nic się nie stało
- Już jej nie zagaduje. - Piotr poważnie spojrzał na Huberta - Widzę, że pan jest zazdrosny o narzeczoną. Spokojnie nie ma powodu. - usmiechnęłam się do Huberta. Złapałam Piotra za rękę i pociągnęłam za sobą na zewnątrz. Po drodze tylko powiedziałam do Jamesa, że zaraz wrócę.

- Zaręczyłaś się?
- Jak widzisz
- No to gratuluję
- O co ci chodzi? 
- I co? Będziecie żyli długo i szczęśliwie?
- Ja się cieszę z twoich zaręczyn, a tobie o co chodzi? 
- O nic. Zupełnie - Wszedł do środka, a ja zostałam sama na zewnątrz. Usiadłam na ławce. Spojrzałam na swoją rękę.
-Co się stało?
- O matko! James, przestraszyłeś mnie- spojrzałam na narzeczonego 
- Sorry. Idziemy do domu?
-Tak. To bardzo dobry pomysł 

Poszliśmy do samochodu. Usiadłam za kierownicą.
- Jak tu przyjechałeś? - spojrzałam na niego- O matko. Co Ci się stało?- miał rozciętą brew i wargę. Na policzku miał zaschnientą krew. 
- Nic
- Biłeś się? 
- Nie, jedziemy? 
- Tak

Pojechaliśmy do domu. Zastanawiałam się dlaczego i z kim James wdał się w bójkę.

3 komentarze:

  1. Super!!! Jesteś świetna!!! Piszesz cudownie!! Czekam na next !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i za pieewszy komentarz pod postem :) Na next czekaj, czekaj, w końcu się doczekasz :*

      Usuń
  2. super, jestem bardzo ciekawa jak to się wsystko dalej potoczy :D

    OdpowiedzUsuń